Hejka
To chyba pora żeby trochę opowiedzieć o moim maleństwie w
brzuszku :D
Zacznijmy od początku dowiedziałam się w sumie całkiem
przypadkiem haha to było tak że parę dni wcześniej mój tata powiedział że jakoś
dziwnie się zachowuje, jestem jakaś nerwowa i nie da się ze mną wytrzymać
(żadna nowość :P) i zauważyłam że biust mi trochę urósł i okres mi się spóźniał
a że dzień później miałam iść do pracy to stwierdziłam że kupie dla jaj test
ciążowy. Następnego dnia kupiłam ten test i zrobiłam go w toalecie oczywiście
byłam sceptycznie nastawiona bo okres już nie raz mi się spóźniał ale po ok.
2 min zaczęła pokazywać się 2 kreska a w mojej głowie zaczęło dziać się coś
dziwnego bo nagle wszystko zaczęło wypadać mi z rąk i zaczęłam się trząść.
Zadzwoniłam do mamy po jakichś 10 min i powiedziałam że chyba będzie babcią a
jej tekst „No to żeś sobie spierdoliła życie”
ale spokojnie po paru godzinach ochłonęła i mnie przeprosiła. Pamiętam że tego
dnia nie potrafiłam się na niczym skupić wysyłałam wszystkim znajomym zdjęcie testu czy
aby to to co myślę bo kreska była strasznie blada wiec dzień później zrobiłam 2
test i wyszło to samo.
Tydzień później poszłam do ginekologa „Gagoś”
swoją drogą nie polecam człowieka bo ja będąc w 5 tyg ciąży on stwierdził że
ciąża obumarła bo nie ma serduszka gdzie normalnie powinno się pokazać około
7-8 tc. Ja już spanikowana bo nie chciałam nic mówić Mattowi miała to być niespodzianka a wyszło tak że
zadzwoniłam do niego cała zapłakana że jestem w ciąży ale prawdopodobnie płód
obumarł i nie będzie ojcem. Matt jak już szok mu opadł to zaczął mnie uspokajać
że wszystko będzie dobrze że dziecko żyje i mam poczekać te 3 tyg i znów się
wybrać do ginekologa. Poczekałam 2 tyg i wybrałam się do innego ginekologa i
ona powiedziała że wszystko jest okey i że widać już zalążki serduszka.
Nawet sobie nie wyobrażacie jak
mi ulżyło. Miesiąc później wyjechałam i
tam załatwiłam sobie prowadzącego ciążę który powiedział że wszystko jest okej i że bąbelek rozwija się prawidłowo :)
i tak sobie żyję. Aktualnie jestem w
25tc a w moim brzuszku zamieszkuje mały Mikuś, który nie oszczędza mamusi
i ćwiczy karate haha
A ja to raczej się nie zmieniam :D
A ja to raczej się nie zmieniam :D





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz